Od teraz "trójka" z przodu i tak przez następną dekadę. Wraz z "trójką" przyszła dojrzałość,
dojrzałości towarzyszy poczucie spełnienia. Całe dotychczasowe życie bardzo ciężko na to pracowałam.
Wreszcie mogę to głośno powiedzieć: jestem szczęśliwa!
Dokonałam dobrych wyborów, niczego nie żałuję.
Nie stoję w miejscu, cały czas się rozwijam. Żądza życia, głód wiedzy i nowych doświadczeń, ale także wewnętrzny spokój i pogoda ducha, harmonia i akceptacja. To wszystko na raz i jeszcze więcej.
Otwarcie przyznaję, że przeżywam właśnie najlepszy okres w życiu.
W pełni rozkwitłam.
niedziela, 27 maja 2012
piątek, 18 maja 2012
Przełamując schemat
Łatwo jest wyłączyć myślenie i dać się zrównać ze średnią statystyczną.
Okruchy ze stołu, przy którym odbywa się prawdziwa uczta.
Większość się tym zadowala. Tak jest bezpieczniej.
Ja się na to nie godzę. Wychodzę.
Okruchy ze stołu, przy którym odbywa się prawdziwa uczta.
Większość się tym zadowala. Tak jest bezpieczniej.
Ja się na to nie godzę. Wychodzę.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Kwiaty na drzewach
Zakwitł bez. To zdecydowanie jeden z moich ulubionych momentów w roku. Jego zapach jest oszałamiająco słodki, dominujący, nasyca sobą całe powietrze w ogrodzie. Wdziera się nawet do domu. Kwitnie krótko i tylko raz w roku, ale przez ten czas nie daje o sobie nawet na chwilę zapomnieć.
W tylnej części ogrodu kończy kwitnąć magnolia. To drzewo pełne kontrastów. Niby jest ciepłolubne, a zaczyna kwitnąć jako pierwsze, już w początkach kwietnia, jeszcze zanim wytworzy liście.
Kwieciem rodzi obficie. Bladoróżowe płatki są rozłożyste, mięsiste, duże, a jednak niezwykle delikatne. Najlżejszy dotyk może spowodować, że kwiat je zrzuci. Pachną słodko, kusząco, lecz ich zapach nie niesie się z wiatrem tak dobrze, jak zapach bzu.
Za płotem, u sąsiadki rosną trzy potężne, leciwe czereśnie. W tej chwili obsypane są tysiącami drobnych, białych kwiatów. Potencjalnych, soczystych owoców.
Z każdym podmuchem wiatru w moim ogrodzie pada śnieg. Delikatne płatki tańczą w promieniach słońca, a moja córka tańczy wśród nich, z uśmiechem pełnym dziecięcego zachwytu próbuje łapać je w locie.
Jestem niesamowicie zakochana w moim ogrodzie! Ani trochę nie dziwię się Japończykom i ich fascynacji kwitnącymi drzewami.
W tylnej części ogrodu kończy kwitnąć magnolia. To drzewo pełne kontrastów. Niby jest ciepłolubne, a zaczyna kwitnąć jako pierwsze, już w początkach kwietnia, jeszcze zanim wytworzy liście.
Kwieciem rodzi obficie. Bladoróżowe płatki są rozłożyste, mięsiste, duże, a jednak niezwykle delikatne. Najlżejszy dotyk może spowodować, że kwiat je zrzuci. Pachną słodko, kusząco, lecz ich zapach nie niesie się z wiatrem tak dobrze, jak zapach bzu.
Za płotem, u sąsiadki rosną trzy potężne, leciwe czereśnie. W tej chwili obsypane są tysiącami drobnych, białych kwiatów. Potencjalnych, soczystych owoców.
Z każdym podmuchem wiatru w moim ogrodzie pada śnieg. Delikatne płatki tańczą w promieniach słońca, a moja córka tańczy wśród nich, z uśmiechem pełnym dziecięcego zachwytu próbuje łapać je w locie.
Jestem niesamowicie zakochana w moim ogrodzie! Ani trochę nie dziwię się Japończykom i ich fascynacji kwitnącymi drzewami.
piątek, 27 kwietnia 2012
Ogród
Duży dom to bardzo dużo okien do umycia. Ciężka, wyczerpująca praca fizyczna.
W połowie procesu rzucam w kąt brudną szmatę. Ocieram pot z czoła. Mam chwilowo dość.
Przez świeżo wypolerowaną szybę patrzę na ogród.
Ostre, żywe kolory bujnie rozkwitłej przyrody kontra lepki, tłusty brud miasta, który przylgnął do domu i który co kilka miesięcy trzeba od nowa zmywać.
Syzyfowa, niewdzięczna, niedoceniana praca.
Czy tak chcę spędzić ostatnie dni macierzyńskiego?
Słońce wzywa. Wychodzę na ogród. Na trawie rozkładam leżak, w ręce książka. Na nosie ciemne okulary.
Okna skończę myć jutro.
W połowie procesu rzucam w kąt brudną szmatę. Ocieram pot z czoła. Mam chwilowo dość.
Przez świeżo wypolerowaną szybę patrzę na ogród.
Ostre, żywe kolory bujnie rozkwitłej przyrody kontra lepki, tłusty brud miasta, który przylgnął do domu i który co kilka miesięcy trzeba od nowa zmywać.
Syzyfowa, niewdzięczna, niedoceniana praca.
Czy tak chcę spędzić ostatnie dni macierzyńskiego?
Słońce wzywa. Wychodzę na ogród. Na trawie rozkładam leżak, w ręce książka. Na nosie ciemne okulary.
Okna skończę myć jutro.
środa, 18 kwietnia 2012
Rankiem
W porannym zaspaniu wspominam nocny spektakl. Zamykam twarz w dłoniach, na ułamek chwili, po czym siłą woli odpędzam od siebie chęć powrotu do łóżka.
Przełykam gorącą kawę i staram się uporządkować myśli.
Proza życia dyktuje ostre warunki.
Moja motywacja rośnie wraz z ciężarem odpowiedzialności. Kolejne zobowiązania zaprzątają mi głowę, staram się więc narzucić sobie większą dyscyplinę. Dam radę.
Niestety, doba nadal nie chce stać się bardziej elastyczna.
Przełykam gorącą kawę i staram się uporządkować myśli.
Proza życia dyktuje ostre warunki.
Moja motywacja rośnie wraz z ciężarem odpowiedzialności. Kolejne zobowiązania zaprzątają mi głowę, staram się więc narzucić sobie większą dyscyplinę. Dam radę.
Niestety, doba nadal nie chce stać się bardziej elastyczna.
piątek, 13 kwietnia 2012
Czas
Elektroniczny zegar odmierza czas. Czarne tło, zbyt szybko zmieniające się czerwone cyferki. Nie słychać tykania, zmieniającym się cyfrom towarzyszy szum podłączonego do prądu urządzenia.
Co chwilę spoglądam na niego, odhaczając kolejne rzeczy na liście prac do zrobienia.
Bywają dni, takie jak dziś, że mam ich wyjątkowo dużo w planie. Narzucam sobie dyscyplinę, by się ze wszystkim wyrobić.
I wtedy do akcji wkracza On, Syn mój Najmłodszy. Żyje według swojego własnego zegara, czasu wyznaczanego niemowlęcymi potrzebami i właśnie się obudził.
Nagle priorytety ulegają przewartościowaniu. Jego potrzeby stają się najważniejsze. Reszta może poczekać.
Jestem Matką. Tak ukształtowała mnie Natura.
Co chwilę spoglądam na niego, odhaczając kolejne rzeczy na liście prac do zrobienia.
Bywają dni, takie jak dziś, że mam ich wyjątkowo dużo w planie. Narzucam sobie dyscyplinę, by się ze wszystkim wyrobić.
I wtedy do akcji wkracza On, Syn mój Najmłodszy. Żyje według swojego własnego zegara, czasu wyznaczanego niemowlęcymi potrzebami i właśnie się obudził.
Nagle priorytety ulegają przewartościowaniu. Jego potrzeby stają się najważniejsze. Reszta może poczekać.
Jestem Matką. Tak ukształtowała mnie Natura.
sobota, 7 kwietnia 2012
Wielkanoc
Kieliszek do jajek. Jajko, jeszcze ciepłe. Ciężkie. Maźnięte farbą. Poświęcone i przeklęte.
Stworzone, by dawać życie, zostało zabite. W myśl tradycji, celem spełnienia rytuału, zostanie zjedzone. Zasili inne życie.
Ale nie moje. Mnie jajek jeść nie wolno.
Stworzone, by dawać życie, zostało zabite. W myśl tradycji, celem spełnienia rytuału, zostanie zjedzone. Zasili inne życie.
Ale nie moje. Mnie jajek jeść nie wolno.
niedziela, 25 marca 2012
Już są
pierwsze kwiaty. Karłowate tulipany, krokusy. Z dnia na dzień pączki na drzewach robią się coraz większe.
Zimował u mnie w piwnicy. Znalazł sobie bezpieczną i dyskretną kryjówkę. Skamieniał, w oczekiwaniu na wiosnę.
Obudził się za wcześnie. Pokazało się słońce, zrobiło się ciepło - uznał, że już czas. Przez kilka dni apatycznie przemieszczał się z miejsca na miejsce, ale nie znalazł nic do jedzenia.
Znalazłam go martwego dzień przed tym, nim w moim ogrodzie zakwitł pierwszy kwiat. Skrzydła miał szeroko rozpostarte, ich ciemny kolor upodobnił go do zeschniętego liścia. Leżał na brudnej ziemi, brzuchem do góry. Umarł z głodu.
Rusałka pawik kontra brutalna Matka Natura.
Zimował u mnie w piwnicy. Znalazł sobie bezpieczną i dyskretną kryjówkę. Skamieniał, w oczekiwaniu na wiosnę.
Obudził się za wcześnie. Pokazało się słońce, zrobiło się ciepło - uznał, że już czas. Przez kilka dni apatycznie przemieszczał się z miejsca na miejsce, ale nie znalazł nic do jedzenia.
Znalazłam go martwego dzień przed tym, nim w moim ogrodzie zakwitł pierwszy kwiat. Skrzydła miał szeroko rozpostarte, ich ciemny kolor upodobnił go do zeschniętego liścia. Leżał na brudnej ziemi, brzuchem do góry. Umarł z głodu.
Rusałka pawik kontra brutalna Matka Natura.
środa, 21 marca 2012
Przyszła wiosna
Natura wzięła się za zmiany w przyrodzie - metamorfozę na głowie powierzyłam fryzjerce. Pierwszy dzień wiosny to doskonały moment na to, by zrobić coś z włosami, by ożywić je po zimie, tchnąć w nie trochę blasku.
Cięcie, cieniowanie, delikatne pasemka.
Efekt? Włosy muśnięte słońcem, fryzura zyskała lekkość.
Nadeszła wiosna!
Cięcie, cieniowanie, delikatne pasemka.
Efekt? Włosy muśnięte słońcem, fryzura zyskała lekkość.
Nadeszła wiosna!
poniedziałek, 19 marca 2012
Oznaki wiosny
Pieszczota słońca na twarzy. Skóra łaknie jego promieni po długiej zimie.
Zapach wiatru. Pobudzająca świeżość z niewielką domieszką dymu. Po sąsiedzku palą trawy i liście.
Mojej ziemi nie spotka taki los.
Z zapałem czeszę splątane, zeszłoroczne źdźbła, wyskubuję z nich siwiznę. Wyczesuję resztki brązowych, pomarszczonych liści. Wszystko trafi na kompost.
W powietrzu czuć wiosnę.
W ogrodzie widzę pierwsze, nieśmiałe pączki i pędy. Pierwsze, ospałe owady.
Zapowiedź eksplozji życia, która niedługo nastąpi.
Zapach wiatru. Pobudzająca świeżość z niewielką domieszką dymu. Po sąsiedzku palą trawy i liście.
Mojej ziemi nie spotka taki los.
Z zapałem czeszę splątane, zeszłoroczne źdźbła, wyskubuję z nich siwiznę. Wyczesuję resztki brązowych, pomarszczonych liści. Wszystko trafi na kompost.
W powietrzu czuć wiosnę.
W ogrodzie widzę pierwsze, nieśmiałe pączki i pędy. Pierwsze, ospałe owady.
Zapowiedź eksplozji życia, która niedługo nastąpi.
piątek, 16 marca 2012
Kawa
Zapach kawy. Jej smak, tak wielowymiarowy, zależny od gatunku, dodatków do gotowego napoju. Nieporównywalny z niczym innym.
Odprężenie, które pojawia się już po pierwszym łyku. Z każdym kolejnym, pogłębia się uczucie błogości a ciało zyskuje na witalności. Wyostrzają się zmysły. Umysł otrząsa się z resztek snu, mobilizuje do pracy.
Kawa pita dla przyjemności, szybko staje się istotnym elementem każdego dnia. Celebrowanym rytuałem. Precyzyjnie dozujesz proszek, zabielasz lub nie. Nadchodzi pora, gdy spragniona zerkasz na zegarek i zastanawiasz się, czy już czas na następną kawę? Są dni, gdy potrzebujesz jej więcej, są takie, gdy wystarcza jedna.
Masz gości? Także proponujesz kawę i mało kto odmawia.
W lodówce może nie być jajek, masła. W chlebaku może kończyć się pieczywo - ale kawa musi być zawsze. Jej nie może braknąć.
Jesteś miłośnikiem kawy. Smakoszem.
To znacznie przyjemniejsze określenie uzależnienia.
Odprężenie, które pojawia się już po pierwszym łyku. Z każdym kolejnym, pogłębia się uczucie błogości a ciało zyskuje na witalności. Wyostrzają się zmysły. Umysł otrząsa się z resztek snu, mobilizuje do pracy.
Kawa pita dla przyjemności, szybko staje się istotnym elementem każdego dnia. Celebrowanym rytuałem. Precyzyjnie dozujesz proszek, zabielasz lub nie. Nadchodzi pora, gdy spragniona zerkasz na zegarek i zastanawiasz się, czy już czas na następną kawę? Są dni, gdy potrzebujesz jej więcej, są takie, gdy wystarcza jedna.
Masz gości? Także proponujesz kawę i mało kto odmawia.
W lodówce może nie być jajek, masła. W chlebaku może kończyć się pieczywo - ale kawa musi być zawsze. Jej nie może braknąć.
Jesteś miłośnikiem kawy. Smakoszem.
To znacznie przyjemniejsze określenie uzależnienia.
wtorek, 28 lutego 2012
***
Wczoraj wiosna, dzisiaj zima. Śnieg sypie nieprzerwanie od rana. Gęsta pokrywa chmur przepuszcza niewiele światła. Rzeczywistość za oknem uparcie trzyma się szarości. Błękit wczorajszego nieba jest już tylko wspomnieniem.
Będę musiała wyjść, nie mam wyboru. Owinę się szczelnie puchowym płaszczem, naciągnę na uszy wełnianą czapkę.
Ale jeszcze nie teraz. Na razie jest czas gorącej herbaty z cytryną i ostatnich stron świetnej książki.
Będę musiała wyjść, nie mam wyboru. Owinę się szczelnie puchowym płaszczem, naciągnę na uszy wełnianą czapkę.
Ale jeszcze nie teraz. Na razie jest czas gorącej herbaty z cytryną i ostatnich stron świetnej książki.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Tęsknię za wiosną
Okno jest nieznacznie rozszczelnione. Delikatny podmuch zimnego powietrza porusza firanką.
Na zewnątrz kapryśna pogoda co chwilę zmienia swoje oblicze. Jeszcze parę minut temu świeciło słońce, kusząc wizją spaceru, a teraz zerwał się silny wiatr i mocno sypie śniegiem. Niebo, z błękitnego, zrobiło się stalowoszare. Jeden stopień na plusie. Śnieg nie utrzyma się długo.
Patrzę jak wiatr porusza nagimi gałęziami drzew. Tęsknię za wiosną.
Na zewnątrz kapryśna pogoda co chwilę zmienia swoje oblicze. Jeszcze parę minut temu świeciło słońce, kusząc wizją spaceru, a teraz zerwał się silny wiatr i mocno sypie śniegiem. Niebo, z błękitnego, zrobiło się stalowoszare. Jeden stopień na plusie. Śnieg nie utrzyma się długo.
Patrzę jak wiatr porusza nagimi gałęziami drzew. Tęsknię za wiosną.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)