Duży dom to bardzo dużo okien do umycia. Ciężka, wyczerpująca praca fizyczna.
W połowie procesu rzucam w kąt brudną szmatę. Ocieram pot z czoła. Mam chwilowo dość.
Przez świeżo wypolerowaną szybę patrzę na ogród.
Ostre, żywe kolory bujnie rozkwitłej przyrody kontra lepki, tłusty brud miasta, który przylgnął do domu i który co kilka miesięcy trzeba od nowa zmywać.
Syzyfowa, niewdzięczna, niedoceniana praca.
Czy tak chcę spędzić ostatnie dni macierzyńskiego?
Słońce wzywa. Wychodzę na ogród. Na trawie rozkładam leżak, w ręce książka. Na nosie ciemne okulary.
Okna skończę myć jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz